Poród indukowany

Natalię rodziłam w październiku 2017 roku i jedno co mogę teraz powiedzieć, to to, że natura świetnie nas zaprojektowała, sprawiając, że z czasem wypieramy złe wspomnienia 🤣

Pamiętam jak w szóstym miesiącu ciąży, po wycieczce do Zakopanego i przemierzaniu tam codziennie tras około 20 km, wróciłam do domu i na kontrolnej wizycie u lekarza moja Pani gin stwierdziła, że szyjka się wydłużyła o dwa mm. Ja już wtedy wiedziałam, że nie urodzę sama, że będę miała poród wywoływany 😀 Pamiętam jeszcze jak wtedy siostra i mój B. pocieszali mnie, ze na bank tak nie będzie, że teraz się po prostu wszystko zamyka a jak przyjdzie czas to akcja porodowa sama się rozkręci 😀

Łatwo się domyślić, że nie miałam tego szczęścia. 
W ósmej dobie – po planowanym terminie – zostałam przyjęta do szpitala, tam po wstępnych badaniach położono mnie na oddziale i od razu zostałam podpięta pod ktg. Bardzo nie spodobał mi się ten fakt, takie uziemienie nie było wcale fajne. Następnie zostałam wezwana do zabiegowego i w okolicach 11.00 zainstalowali mi, tzw. balonik. Jest to nic innego jak Cewnik Foleya, który jest wprowadzany do szyjki macicy, a następnie balonik jest napompowywany solą fizjologiczną. Dzięki temu powstaje mechaniczne parcie na szyjkę, które wywołuje jej rozwieranie. Samo zakładanie cewnika zupełnie nie boli. Ale!! Po około dwóch godzinach zaczęłam odczuwać bardzo silne skurcze, były one z regularnością co około 5 min i były tak silne, że nie mieściły się na wykresie ktg!! 

No ale nie to jest najgorsze, najgorsze było to co usłyszałam na jednym z kolejnych badań, że do porodu to ja mam jeszcze daleko!! Jak to kurwa?? No przecież mnie boli?!?! Mojego B. wygonili po 18.00 ze szpitala i zostałam sama, całą noc nie byłam w stanie spać, miałam mikro drzemki pomiędzy jednym a drugim skurczem (przypomina, skurcze co pięć minut!!). Dopiero po 6.00 usłyszałam, że w końcu zaczynam rodzić, czyli w domyśle najgorsze dopiero przede mną bo przecież do tej pory nie rodziłam!!

Po 7.00 przyszedł po mnie na salę mój położny i zaprosił na porodówkę, swoja drogą widziałam tę zazdrość w oczach dziewczyny z sali, która nadal czekała na swój czas 😀 na porodówce dopiero po 11.00 przyszła do mnie anestezjolog i podała mi znieczulenie. W czasie podawania znieczulenia B. został wyproszony z sali (podobno mężczyźni mdleją jak widzą tak dużą igłę wbijaną w kręgosłup- twardziele!!) i się umówiliśmy, że kupi mi coś dobrego do jedzenia 😀 no i proszę sobie wyobrazić moją wściekłość gdy mnie przestało prawie wszystko boleć, wchodzi B. z jakimś jedzonkiem a Pani anestezjolog mówi, że ja już nie mogę jeść!! No żesz kurwa!! Nie jadłam od 24 h, byłam głodna!! 😀 Swoją drogą, wszystkie moje posiłki zjadał B., do tej pory wspomina, że nawet dobre jedzenie było na porodówce 😀

Aby nie było luksusowo, to znieczulenie mi odpuściło po 20 min i miałam je jeszcze podawane dwa razy zanim urodziłam Natalię, podobno rzadko się to zdarza. Cała akcja porodowa zczęła się przed 16.00, Natalia ostatecznie urodziła się o 16.36 a ja w końcu poczułam ulgę!!Późniejszych zabiegów już kompletnie nie czułam.

Podsumowując, teoretycznie mój poród trwał 9,5 h, w praktyce cierpiałam 28!! Dużo kobiet twierdzi, że bóle porodowe gdy przychodzą naturalnie są mniej bolesne od tych indukowanych. Nie wiem, nie wypowiem się teraz, może po kolejnym porodzie zrobię upgrade tego wpisu ✌ ale wiem, że naprawdę nie chciałabym tego drugi raz przeżywać🤣

You may also like

2 komentarze

  1. Ja urodziłam dwójkę dzieci. Jedno zupełnie naturalnie drugi poród miałam wywoływany przez kroplówkę i masaż szyjki (nie wiem jaki dureń nazwał to masażem, powinno nazywać się torturą!). I z pewnością poród wywoływany boli o wiele bardziej. I jakoś dłużej się też dochodzi do siebie. Jednak natury nie da się zastąpić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *